Co usłyszysz "GDY UCICHNĄ MIASTA"? - opinia o książce Katarzyny M. Jurkowskiej

Witajcie


"Gdy ucichną miasta" Katarzyny M. Jurkowskiej to jedna z tych książek, którą tak bardzo chciałam przeczytać, że nie zawahałam się napisać do wydawnictwa z prośbą o egzemplarz do recenzji. Ktoś mógłby powiedzieć, że mogłam sobie kupić. Ano nie, nie mogłam. A serduszko podpowiadało mi, że książka ma potencjał, jest bardzo dobra, jeśli nie świetna i zasługuje, żeby o niej mówić głośno i wszędzie, tym bardziej, że książka raczej nie rzuciła mi się w oczy. Dziękuję wydawnictwu Fabryka Dygresji za zaufanie. Mój instynkt mnie nie zawiódł.

Zapraszam serdecznie na długą (naprawdę, sama siebie zaskoczyłam, bo pisałam i pisałam, a końca nie było widać) recenzję. Jak zwykle bez spojlerów, bo co to za frajda czytać, gdy wiesz co się wydarzy. Co do wydarzeń nie dowiecie się niczego więcej, ponad to co można przeczytać w opisie.

Ta powieść zostawiła mnie z wieloma pytaniami, nie tylko wynikłymi przeczytaną treścią, ale i takimi związanymi z samą inspiracją. Na część tych pytań być może uzyskam odpowiedzi, ponieważ autorka zgodziła się udzielić mi wywiadu :)


"GDY UCICHNĄ MIASTA"

Katarzyna M. Jurkowska



Cykl: Gdy ucichną miasta (tom 1)
Stron: 456
Gatunek: science-fiction
Wydawnictwo Fabryka Dygresji

Opis:

"Ula ma 15 lat. Zabrano jej wszystko. Rodziców, rodzeństwo, dom. Zostaje wywieziona ze swojego miasta, Warszawy. Nieoczekiwana wojna zalewa jej nastoletni, uporządkowany świat. Jest rok 2023.

Po burzy następuje cisza. Na zgliszczach starego świata powoli wyrasta nowy. Przetrwają tylko najsilniejsi, najsprytniejsi i najszybsi. Ula musi błyskawicznie odnaleźć się w post apokaliptycznej rzeczywistości. Dorosnąć, dopasować. Mijają lata…

Gdy jej przyjaciele zostają uwięzieni, Ula podejmuje się czynów, które dalekie są od krystalicznie czystych. Zrobi wszystko, by uratować swoją nową rodzinę i znaleźć odpowiedź na pytanie: kim jestem? W jej przypadku rozwiązanie tej zagadki jest wyjątkowo skomplikowane, bo… dziewczyna odkrywa, że stała się mutantem, a w jej krwi ukryto wielką i groźną tajemnicę. Rozpoczyna się bezlitosna walka: o przyjaźń, o miłość i o własne człowieczeństwo.

Kto je zachowa, a kto bezpowrotnie utraci?

Czy Ula zdoła ocalić przyjaciół i nie zdradzić przy tym swojego sekretu?

Wróg czyha za każdym drzewem, za każdą zburzoną ścianą, na każdej coraz bardziej zarośniętej autostradzie…
W nowym świecie istnieje tylko jedna zasada.
Nie dać się złapać."


Co usłyszysz "Gdy ucichną miasta"?


Przyznaję jestem taką trochę sroką jeśli chodzi o okładki i tytuły. Do tego wystarczy sugestywny opis i moja chciejlista wydłuża się o kolejną pozycję. Dziękuję wydawnictwu Fabryka Dygresji, że dali mi szansę zrecenzowania "Gdy ucichną miasta" Katarzyny M. Jurkowskiej. Pewnie gdybym miała ją sobie kupić sama minęłyby całe wieki, a książka jest zdecydowanie warta by mówić o niej dobrze i mówić dużo.

Zaledwie kilka razy czytałam powieści osadzone w postapokaliptycznym świecie. I nie, nie było wśród nich "Metra 2033". Niezmiernie mnie ta tematyka interesuje, a dodatkową motywacją do przeczytania "Gdy ucichną miasta" było osadzenie wydarzeń w Polsce, a czytając towarzyszymy przygodom swojskiej Uli, Agnieszce i Tomkowi, a nie jakimś Johnom czy Jessicom. Nie mam nic do tych imion, ale wiecie o co mi chodzi ;)

Bohaterowie i akcja

Właściwie dałam się wciągnąć od pierwszego rozdziału. Autorka serwuje krótkie i treściwe wprowadzenie, w którym poznajemy główną bohaterkę 15-letnią Ulę i jej rodzinę. Chociaż może wprowadzenie nie jest dobrym słowem, ma ono miejsce niejako przy okazji, bo praktycznie od początku autorka wrzuca nas w akcję: spadają bomby, zapanowuje chaos, nikt nic nie wie, a Ula ma w głowie tylko jedno - dostać się do domu, a potem wydarzenia nabierają rozpędu. I to lubię!


"Miałam piętnaście lat, byłam sama w lesie, wśród zbombardowanych miast i miasteczek, z całą masą ciemnych kombinezonów czyhających na mnie za każdym krzakiem i miałam przetrwać na podstawie wiedzy zbieranej podczas niewinnych leśnych zabaw z dziadkami."

Uli nie da się nie lubić, jak na 15-latkę wyjątkowo dojrzała i pełna zdrowego samokrytycyzmu i humoru w stosunku do swojej osoby. Jej oczami obserwujemy nową rzeczywistość, jej usta relacjonują nam zaistniałe wydarzenia. Dla dopełnienia historii kilka rozdziałów napisanych jest  z perspektywy trzeciej osoby, bez problemu można je wysupłać, gdyż jako jedyne napisane są kursywą.
Pozostała dwójka głównych bohaterów, czyli Agnieszka i Tomek pozostają niejako w tyle za Ulą. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro to ona jest narratorką powieści, dwójce swoich przyjaciół poświęcając mniej miejsca. Nie sprawia to, że są gorzej opisani. Jasne, wiemy na ich temat niewiele, ale poprzez pokazane zachowanie, dokonane wybory, czy komunikację możemy wyrobić sobie zdanie na temat ich charakterów. Widzimy ich takimi jakimi widziała ich Ula.

Bardzo długo towarzyszymy tylko tej trójce, inne postaci pojawiają się i znikają, ale od pewnego momentu w życiu Uli i jej nowej rodziny pojawia się specyficzna grupa, która sporo namiesza w ich życiu. W sumie doprowadza do tego zbieg okoliczności i chociaż to spotkanie oraz wynikłe z tego komplikacje popychają akcję ostro do przodu nie mogłam oprzeć się myśli, że to spore ułatwienie i niekoniecznie coś prawdopodobnego. Niemniej jednak historia sama w sobie jest tak wciągająca, że specjalnie mi to nie przeszkadzało.

Wkraczamy w wydarzenia już na "dzień dobry" i to jest świetne. Od razu coś się dzieje, czuć zagrożenie i niepewność, w dodatku nikt nic nie wie, ale pojawia się przeczucie, że to nic dobrego i nastąpił koniec pewnego etapu. Początkowo porównałam akcję do tej z dzieł Hichcocka, gdzie najpierw jest trzęsienie, a potem emocje idą w górę. Tutaj mamy przez pewną część podobnie. A potem emocje opadają, następują momenty stagnacji, nawet troszkę powiało nudą i zaczęłam się zastanawiać, czy trochę na wyrost nie pochwaliłam tej powieści, ale później akcja ruszała z miejsca i działo się, nie tylko sporo, lecz dodatkowo pojawiały się takie momenty, gdy musiałam zamknąć książkę i chwilę przetrawić to co przeczytałam. Nieczęsto mi się to zdarza, muszę przyznać. Nieczęsto też zdarza mi się znaleźć w jednej książce tyle fragmentów, które namiętnie oznaczałam karteczkami indeksującymi. Część z nich umieściłam na grafikach, część znajdziecie tutaj.

Plusy i minusy

Bardzo dobry, dopracowany i lekki styl autorki sprawia, że czytanie staje się przyjemnością, a przeżycia Uli wchłaniają tak bardzo, że nie sposób się oderwać, a przynajmniej nie do najbliższych momentów przejściowych, pomiędzy bardziej ekscytującymi wydarzeniami. Autorka stara się jak najwięcej pokazywać, a nie opisywać i to jest ogromny plus, przynajmniej jeśli chodzi o odczucia bohaterów. W przypadku wydarzeń za dużo miałam "opowiadania" Uli, że coś się stało, chciałam to zobaczyć, doświadczyć tego razem z nią, a nie słuchać wspomnienia.

Z takim zabiegiem jak podanie linku, umieszczenie kodu QR do playlisty towarzyszącej autorce podczas pisania jeszcze się nie spotkałam. To jest super. Klimatyczne, zabierające nas w świat stworzony przez Katarzynę M. Jurkowską. Autorkom, z którymi miałam przyjemność przeprowadzić wywiady często tworzą przy konkretnej muzyce, niejednokrotnie do każdej powieści mają swoją listę piosenek towarzyszących. Jeśli o mnie chodzi nie pogardzę taką lista w każdej następnej książce :). Naprawdę. Zdecydowanie polecam Wam czytanie "Gdy ucichną miasta" przy tej charakterystycznej muzyce. Link do listy znajdziecie także na końcu.
Playlistę znajdziecie tutaj ☺.

Świat po zagładzie jest groźny, a niebezpieczeństwo czyha na każdym kroku. Ula, Agnieszka i Tomek głównie poruszają się po lasach i to w nich dzieje się akcja. Czasem przenosimy się do zaprzyjaźnionego klasztoru (chociaż zabrakło mi wyjaśnienia jak się Ula poznała z siostrą Sarą), a nawet mamy okazję podejrzeć jak funkcjonują utworzone osady. O samych miastach praktycznie nic nie wiemy. Jak wygląda tam życie? Struktura? Trochę szkoda, że to zostało pominięte, ale... to pierwszy tom i kto wie co autorka zaplanowała na kolejny? Może akurat wyprawę do jednego z takich miast? Cieszyłabym się ogromnie.

Dylematy i tematy

Dla mnie dobra książka to nie tylko dopracowane kreacje bohaterów, czy wartka akcja. Przede wszystkim ważne jest to, co z danej opowieści wyciągam, wysnuwam z wątków, niczym nitki ze swetra, to co autor, świadomie lub nie, tam umieścił.
To taki rodzaj powieści, w którym nie ma zbytniego miejsca na romantyzm i porywy serca, tu jest przede wszystkim walka o przetrwanie, życie chwilą i ciągłe życie w zagrożeniu. W przypadku Uli, w której krwi krąży super tajna i śmiertelnie niebezpieczna substancja zmieniająca ją w... mutanta? Bestię żądną krwi? Istotę pozbawioną człowieczeństwa? Sami musicie sobie odpowiedzieć na to pytanie, a warto poszukiwać tej odpowiedzi.

Tak naprawdę póki nie jesteśmy zmuszeni do stawienia czoła zagrożeniom nie wiemy jak byśmy się zachowali. Możemy sobie gdybać i snuć domysły, a rzeczywistość i tak to zweryfikuje. Jedno jest pewne, w przypadku zagrożenia będziemy patrzeć przede wszystkim na siebie i swoją rodzinę. To ich dobro i bezpieczeństwo będzie dla nas najważniejsze. W "Gdy ucichną miasta" autorka to właśnie pokazuje i robi to bardzo dobrze wkładając w usta ojca Uli słowa: "Zaistniała sytuacja, która stawia nas przed wyborami: przetrwać albo dać przetrwać innym. Wybieramy tę pierwszą opcję. Każdy z was jest odpowiedzialny za siebie i swoją rodzinę, nikogo więcej. Interesuje was tylko przetrwanie rodziny." Ula troszczy się o siebie i swoją małą, nową rodzinę, w skład której wchodzą Agnieszka i Tomek, często z jej ust padają słowa "całego świata nie ocalę". I faktycznie. Nie ocala całego świata, ocala mały światek, w którym żyje, a przynajmniej stara się to robić, na tyle, na ile pozwalają okoliczności.

Możemy postawić sobie pytanie, czy będąc na miejscu młodych bohaterów "Gdy ucichną miasta" postąpilibyśmy podobnie? Czy po kilku latach tułania się po lesie, życiu w stałym poczuciu zagrożenia, stykaniu się z bestialstwem innych i walki przede wszystkim o siebie i swoją małą grupę nadal, w głębi duszy, pozostałyby w nas pokłady empatii i człowieczeństwa?


"Dopiero wiele dni później (...) zrozumiałam, że w Agnieszce odezwało się to, co prawie wymarło w ludziach na zbombardowanym kontynencie; czego nie spodziewałam się już ujrzeć i co sama zgubiłam  - człowiek w człowieku. Potrzeba czegoś więcej niż tylko przetrwania."


Nie będę Wam zdradzać wszystkich wątków pojawiających się w książce. Przyjemnie jest odkrywać je samemu. Powiem Wam tylko, że choć fabuła opiera się głównie na przetrwaniu i różnych moralnych dylematach z tego wynikłych, pojawia się również wątek miłosny. Kto z kim? W jakich okolicznościach? Tego nie dowiecie się ode mnie, nie odbiorę czytelnikom tej przyjemności. Zaznaczę jednak, że wątek jest bardzo subtelny i niespodziewany. Serio nie nastawiałam się w tej książce na wątki romantyczne, a tu proszę... miłe zaskoczenie, serio miłe, bo wojna, nie wojna, ale krew nie woda, prawda?

Umieszczając wątek tajemniczej substancji, mającej wpływ na komórki i zmieniające je w bliżej nieokreślony sposób, dającej człowiekowi niemal nadnaturalne zdolności autorka z jednej strony ułatwiła sobie tworzenie i kierowanie postacią Uli (oj, tak Ula ze swoimi zdolnościami ma zdecydowanie łatwiej jeśli chodzi o przetrwanie, co widać w porównaniu do możliwości jej przyjaciół), ale i stawia nas, czytelników przed pytaniem: ile jest człowieka w bestii, a ile bestii w człowieku?

"Przestroga. Tyle zostało z prawie dwustu osób, które nie pragnęły niczego więcej ponad świętym spokojem na Ziemi.
Ale ludzkość uporczywie odmawia sobie tego luksusu.
I robi to od wieków."

Podsumowanie i ocena

"Gdy ucichną miasta" Katarzyny M. Jurkowskiej to powieść w konwencji postapokaliptycznej, z elementami science-fiction. Pomimo ciężkiej atmosfery wynikającej z fabuły styl autorki jest lekki i dopracowany (chociaż przejeżdżanie, czy przejechanie wzrokiem po kimś, bądź na kogoś, kłuje mnie w oczy niemiłosiernie, ale to taka moja "wada"). Dzięki kreacji głównej bohaterki, której oczami widzimy świat i jej poczuciu humoru oraz dystansu do siebie i otaczającego ją świata, bywa wręcz humorystycznie.

Akcji i dramatycznych momentów z pewnością Wam nie zabraknie. Bohaterowie dają się lubić od samego początku, chociaż postać Uli może wzbudzać skrajne emocje. Dla mnie jest świetnie wykreowana, to nie jest kolejna dama w opałach, ani sierotka o złotym sercu chcąca zbawić cały świat. To twarda młoda kobieta, kierująca się swoimi zasadami, jest typem samicy alfa, która nie tylko przewodzi, ale i dba o swoich.

Jeśli w trakcie czytania lub po lekturze lubicie się zastanawiać nad różnymi tematami moralnymi, czy po prostu gdybać jakbyście to wy się zachowali, to powieść Kasi Jurkowskiej daje Wam tę możliwość.

Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy, bowiem zakończenie pozostawia nas w niepewności i zdziwieniu. Mogę Wam zdradzić, że drugi tom jest w przygotowaniu, będzie nosił tytuł: "Gdy przemówią miasta" (i więcej dowiemy się o miastach 😀). Tom trzeci zatytułowany będzie "Gdy powstaną miasta" i póki co tylko w sferze domysłów pozostaje co tam się wydarzy. Jak widzicie jest na co czekać. 

"My stale ewoluujemy, choć w bardzo powolnym rytmie, ledwie zauważalnym stopniu. Nieszkodliwym. Ula? Jeszcze nieraz nas zaskoczy. I samą siebie. Pytanie, czy w dobrą stronę."
Czy polecam? Kochani, naturalnie, że tak!

Moja ocena 8/10

Komentarze

  1. Świetna recenzja :). Zachęciłaś mnie do lektury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Cieszy mnie to, zdecydowanie warto po nią sięgnąć.

      Usuń
  2. Super, że książka Ci się podobała i że opisałaś ją tak wnikliwie. Widać, że poświęciłaś jej czas - bardzo to doceniam w recenzjach. A jeśli nie czytałaś jeszcze Metra 2033 to naprawdę warto. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak się złożyło, że Metra 2033 nie czytałam, leżakuje na czytniku, ale jeszcze najwyraźniej nie nadszedł jego czas :). Dziękuję także za słowa pochwały, książka jak widać zrobiła na mnie ogromnie wrażenie, a co do recenzji... uwielbiam to co robię, więc wkładam w to serce :)

      Usuń

Publikowanie komentarza