poniedziałek, 20 maja 2019

"Rosez i Corvcan. Splot" - opinia

Zakochałam się w fantastyce 😍. Szkoda, że tak późno, ale pociesza mnie myśl, że wiele książek z tego gatunku ciągle przede mną.
Zapraszam na recenzję polskiego debiutu Dawida Jurka pt. "Rosez i Corvcan. Splot".

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.



▶ RECENZJA◀

"Rosez i Corvcan. Splot."
Dawid Jurek

Stron: 362
Gatunek: przygodowa, fantasy,
Wydawnictwo Novae Res

Lubię sobie pooglądać zapowiedzi mających się ukazać książek i tak właśnie trafiłam na "Roseza i Corvcana. Splot" autorstwa Dawida Jurka.
Zaciekawiła mnie okładka, opis, a przede wszystkim ciekawa byłam męskiego spojrzenia na fantastykę. Ostatnio jak można zauważyć czytałam powieści fantasy pisane przez kobiety.
Czy debiut Dawida Jurka sprostał moim oczekiwaniom?

Fabuła:
"Rosez, nonkonformista ze słabością do kobiet i alkoholu, kończy właśnie Akademię Wiedzy Powszechnej. Marzy mu się kariera łowcy. W tym samym czasie Corvcan, herszt legendarnej hanzy Kamratów, zamierza rozwiązać swoją drużynę po zrealizowaniu ostatniego zlecenia. Wkrótce drogi Roseza i Corvcana przetną się - pomimo wzajemnej niechęci będą musieli połączyć siły, by razem walczyć o przetrwanie..."

⭐⭐⭐

Pierwsze co rzuca się w oczy to styl. Specyficzny i archaiczny. Utrudniało mi to czytanie przez dobrych kilka stron, ale później wsiąkłam w historię i prawdę mówiąc stylistyka wypowiedzi idealnie współgrała ze światem Dawida Jurka i jego bohaterami. Nie mogę też nie wspomnieć o melodyjności, malowniczości i liryczności języka.

W tekście jest dużo słów, których znaczenia nie znałam i w takich chwilach brakowało mi słowniczka lub choćby odnośnika. Jednak, jak wspomniałam wyżej, opowieść porwała mnie na tyle, że ta nieznajomość przestała mieć dla mnie większe znaczenie. Ważniejsi stali się bohaterowie.

Słownictwo jest soczyste i wulgarne. Nie czarujmy się, bohaterami są mężczyźni z krwi i kości, zahartowani i twardzi. Z ich ust żadne tam "wersale" i "ę, ą" nie wychodzą. Czytało mi się przednio i nieźle się ubawiłam. Jeśli ktoś ma wrażliwe uszy ów styl może razić i drażnić. Mnie nic takiego nie dolega i bawiłam się wyśmienicie.

⭐⭐⭐

Książka zaklasyfikowana została jako przygodowa i nie bez przyczyny. Dzieje się sporo, jest ciekawie, zabawnie, groźnie i dramatycznie. Naprzemiennie poznajemy perypetie Roseza Tyora oraz Corvcana i jego Kamratów. Do spotkania jednak dochodzi praktycznie pod koniec powieści co troszkę mnie zawiodło. Jednakże... miało to swój sens jeśli Autor zechciałby kontynuować przygody Roseza i Corvcana.

⭐⭐⭐

Czytając odniosłam wrażenie, że pod powierzchnią historii mającej miejsce w świecie całkowicie fantastycznym, kryje się całkiem znajoma rzeczywistość. W "Rosezie i Corvcanie" wyolbrzmiona i ukazana jak w krzywym zwierciadle, a jednocześnie wcale nie napiętnowana.

Degenaracja i nędza Doków; dewocja i fanatyzm religijny, aż do obrzydzenia; przeładowany program nauczania Akademii Wiedzy Powszechnej, gdzie każdy profesor myśli, że jego przedmiot jest najważniejszy idealnie przeplata się z nonkonformizmem bohaterów, ich bezwyznaniowością, robieniem tego co uważają za słuszne i konieczne. Nawet rasizm jest u Dawida Jurka ukazany na przykładzie podejścia ludzi do elfów i krasnoludów, co Corvcan Borter kwituje słowami:
"Dobroczyńcy i sku****le trafiają się wśród wszystkich ras bez wyjątku".

⭐⭐⭐

Podsumowując:
Początkowo troszkę przytłoczona nieznajomością znaczenia niektórych słów dałam się wciagnąć w historię młodego Roseza i zmęczonego życiem i pracą krasnoluda Corvcana. To była przygoda przez duże "P". Świat wykreowany przez Dawida Jurka wchłonął mnie całkowicie, Autor poruszał się po nim z lekkością i swobodą, co czyniło Arikbet jeszcze bardziej realnym. Nie zabrakło też humoru słownego i stytuacyjnego dzięki czemu książka zystała na lekkości.
Rosez, Corvcan i Kamraci niezmiernie przypadli mi do gustu i jeśli Autor kiedyś wyda kolejny tom ich przygód jestem chętna by go poznać.

Czy POLECAM? Naturalnie, że TAK!



wtorek, 14 maja 2019

"Cztery pory śmierci" - opinia

Witajcie

Lubicie czytać książki, których objętość pozwala uporać się z nimi w parę godzin?
Taką właśnie historią są "Cztery pory śmierci" Olgi Warykowskiej.
Zabawny, niespełna 200 stronicowy kryminał. Zapraszam na recenzję ⬇⬇⬇


▶ RECENZJA ◀

"Cztery pory śmierci"
Olga Warykowska

Stron: 196
Gatunek: kryminał
Wydawnictwo: Novae Res

Dość dawno nie czytałam klasycznego kryminału, więc zobaczywszy w zapowiedziach wydawnictwa niniejszy tytuł odważyłam się napisać z prośbą o egzemplarz do recenzji.

🍕🍕🍕

Stron jak widać niewiele, ale wystarczająco by zawrzeć na nich to co konieczne i spędzić z ksiażką przyjemne dwie lub trzy godzinki, pochichrać się pod nosem oraz solidnie zgłodnieć (dlaczego zgłodnieć? O tym przeczytacie w dalszej części).

Tytuł książki nawiązuje do utworu "Czterech pór roku" Vivaldiego nie bez przyczyny, bo rzecz dzieje się wśród muzyków wrocławskiej filharmonii.

🍕🍕🍕

Podczas koncertu ginie koncertmistrz Grzegorz Krzyżczak. Podejrzana o jego zamordowanie zostaje flecistka Karolina. Jednakże główny bohater, również flecista, Amadeusz Wagner, nie wierzy w jej winę i sam postanawia znaleźć winnego. 

🍕🍕🍕

Bohaterowie to grupka wielce specyficzna, w większości o niecodziennych zestawieniach imion z nazwiskami, jak choćby Ryszard Ryszard (uwaga, należy wymawiać Ryszard Ryszard, a nie Ryszard Ryszard 😄), Rubin Diament czy Immanuel Becyl (pieszczotliwie zwany Imbecylem). Bohaterowie obdarzeni  zabawnymi przywarami, wzbudzili moją sympatię, antypatię i współczucie, w zależności od postaci i chociaż nie sa szczególnie rozbudowani to jednak nie są nijacy.

Amadeusz Wagner główny bohater, to lubiący dobrze i dużo zjeść flecista, spokojny, nikomu nie wadzi i dla każdego jest życzliwy. Od pierwszego spotkania niezmiernie go polubiłam, a że sama mam za dużo tu i ówdzie oraz lubię sobie zjeść, tym szybciej mi przyszło polubienie Amadeusza. Dodatkowo to Amadeuszowe umiłowanie jedzenia przewija się przez całą książkę, więc co chwila są wzmianki o pączkach, pizzy, bułeczkach z lukrem, różnych słodkościach i innych wiktuałach. Ciekawa to była odmiana po bohaterach pięknych, młodych i szczupłych.

Grzechem byłoby nie wspomnieć o mamusi Amadeusza. To postać będąca zaledwie głosem w słuchawce,  lecz nie tyle przezabawna, co wręcz komiczna.

🍕🍕🍕

W "Czterech porach śmierci" nie ma rozwlekłych opisów, życiorysów do trzeciego pokolenia wstecz ani miliona wątków. Wszystko opiera się na trupie, garstce podejrzanych i jednym miejscu.
Autorka zabawnie i lekko opisała kryminalną historię, ktorej przeczytanie nie zajmuje dużo czasu. Jeśli lubicie Agathę Christie to z pewnością kryminał Olgi Warykowskiej przypadnie Wam do gustu. Mnie przypadł i z ogromną przyjemnością poczytałabym jeszcze o kryminalnych perypetiach Amadeusza.


Podsumowując:
"Cztery pory śmierci" Olgi Warykowskiej to blisko 200 stron klasycznego, lekko napisanego kryminału z detektywem-amatorem w roli głównej, dla którego rozwiązanie zagadki jest równie ważne jak pełny żołądek.
Bawiłam się wyśmienicie podczas czytania, a na koniec nabrałam ochoty na naleśniczka, pizzę, kopytka z sosem, bigosik i... inne smakołyki 😄.

POLECAM, ale... pod żadnym pozorem nie czytajcie tej książki na głodnego.  

Za możliwość zrecenzowania niniejszej książki dziękuję Wydawnictwu Novae Res.

Książka będzie dostępna w sprzedaży już niebawem, a tymczasem możecie zamawiać ją na zaczytani.pl 

"Falcon I. Na ścieżce kłamstw" - opinia

Witajcie
Zapraszam na recenzję "Falcon I. Na ścieżce kłamstw" Katarzyny Wycisk.

[Zdjęcie do recenzji użyczone przez Autorkę]


"Falcon I. Na ścieżce kłamstw"
Katarzyna Wycisk

Stron: 383 (ebook)
Gatunek: urban fantasy, young adult, lit. młodzieżowa
Wydawnictwo Ridero
Cykl: Falcon


Niektóre książki same do mnie przemawiają. Przyciagają do siebie opisem, czarują okładką; niekiedy to miłość od pierwszego wejrzenia, niekiedy stopniowe uwodzenie. I tak właśnie było w przypadku "Falconu I" Katarzyny Wycisk. Oczy z okładki często patrzyły na mnie z tablicy Facebooka, aż w końcu poddałam się ich czarowi. To była fantastyczna przygoda, a raczej początek przygody, bo przede mną ciągle druga i trzecia część tej historii.

💥💥💥

Alex to cicha, pogrążona w smutku dziewczyna na progu dorosłości. Mieszka z babcią, pracuje w kawiarni, ma dwójkę zaufanych przyjaciół, którzy jako jedyni wiedzą o niej niemal wszystko. Przed całym pozostałym światem zamyka się na cztery spusty.
Pewnego dnia w drodze do domu jest świadkiem zdarzenia, które wywraca cały jej dotychczasowy świat do góry nogami. Kim jest chłopak o fioletowych oczach, który włada niepokojącymi i groźnymi mocami? Dlaczego zamiast imieniem nazywa siebie "Jeden"? Czym jest tytułowy Falcon? Czy jej całe życie oparte było na kłamstwie?

💥💥💥

Posiadanie mocy jest z pewnością ekscytujące i daje ogromne możliwości. Co będzie jeśli ktoś postanawi wykorzystać ludzi posiadających te niecodzienne zdolności do własnych, niecnych celów? Kosztem ich uczuć, emocji, odzierając z przeszłości i odbierając im tożsamość? Tworząc z nich swoistą, groźną armię, podporządkowując sobie, a wśród wrogów siać postrach swoimi "żołnierzami"? Oto Falcon.

                            *
"Pozbawiony rąk - skop na śmierć.
Pozbawiony nóg - gryź, aż umrzesz.
Martwy - strasz, aż wyzionie ducha."
                            *

Falcon to nic dobrego. Dla jego żołnierzy to cierpienie i samotność jakich zwykły człowiek nie jest sobie w stanie wyobrazić.

💥💥💥

Autorka stworzyła plejadę indywidualnych postaci, których łączą dwie rzeczy: moce i Falcon. Alex, Jeden, Dwa i Trzy podbili moje serce.
Początkowo trudno było mi przywyknąć do cyfr zamiast imion, szczególnie podczas pierwszego spotkania. Potem za każdą cyfrą krył  się dla mnie człowiek, każdy inny, każdy skrzywdzony, każdy marzący o normalnym życiu.

O bohaterach dowiadujemy się w miarę postępu wydarzeń: czasem to rozmowy między bohaterami odkrywały mi o nich prawdę, a czasem dowiadywałam się z fragmentów o Falconie.

Główna bohaterka - Alex Hunter to początkowo taka cicha myszka, zamknięta w sobie, nieszczęśliwa i samotna. Kiedy spotyka na swojej drodze Jeden, a potem Trzy jej życie zaczyna pędzić, zmienia się o 180 stopni i stawia ją przed wyborami, o jakich nie marzyła. Wydarzenia zmuszają ją do konfrontacji z własnymi uczuciami, wspomnieniami i lękami. A to sprawia, że zaczyna się zmieniać. Już pod koniec tej części zmiana ta stała się dla mnie widoczna i pobudziła moją ciekawość jak potoczą się jej losy w dalszych częściach.

💥💥💥

O ile książka nie skupia się na rozważaniach egzystencjalnych, dotyczących wartości uniwersalnych i tym podobnych, lubię, gdy dużo się dzieje, a akcja wciąga mnie tak bardzo, że drobne mankamenty w postaci braku dostatecznej redakcji, stają się nie istotne.

Autorka w zrównoważony sposób wplata w akcję spokojniejsze fragmenty, dzięki czemu miałam okazję poznać charakter i osobowość Alex. Jest najbardziej wyrazistą postacią, najwięcej wiem właśnie o niej, gdyż to z jej perpektywy rozgrywają się wydarzenia.

Oprócz dynamicznego rozwoju fabuły i brutalnych szczegółów (nie mało ich w Falconie i serce się kraje, gdyż dotyczą dzieci) sporo jest wewnętrznych rozterek Alex, jednak są one tak wyważone, że nie czułam się nimi przytłoczona ani zmęczona.

💥💥💥

Autorka ma lekki styl, szczególnie przyjemnie i szybko czytało mi się części, gdzie narratorką była Alex. W tych fragmentach opowieść była płynna,  naładowana emocjami doskonale mogłam wczuć się w duszę bohaterki. Natomiast tam, gdzie narracja przechodziła w trzecioosobową coś mi zwyczajnie zgrzytało. Później, w drugiej połowie książki to się zmieniło. Styl zmienił się (poprawił? ewoluował?) i czytałam z jeszcze większą przyjemnością.

💥💥💥

Po skończonej książce lubię siąść i na spokojnie zastanowić się o czym jest dopiero co przeczytana historia. I nie chodzi tu o wątki, ale o to co kryje się za nimi.

O czym jest "Falcon" według Booki?
💥O samotności i cierpieniu jakie niesie ona ze sobą. Nie cierpieniu fizycznym, lecz emocjonalnym.
💥O żadzy władzy kosztem ludzkiego życia.
💥O stygmatyzacji i braku zrozumienia dla odmienności.
💥O potrzebie i pragnieniu miłości i akceptacji takim jakim się jest.
💥O tym jak trudno zabić człowieka w człowieku.

"Falcon I" zabrał mnie w podróż do fantastycznego świata, ale zupełnie odmiennego od tego, w którym przebywałam przez kilka ostatnich książek. To ciekawa przygoda, która ciągle trwa, bo przede mną pozostałe części. Wiele sobie po nich obiecuję 😄 i liczę, że się nie zawiodę.

Dziękuję Autorce Katarzynie Wycisk za udostępnienie poprawionej wersji.

Czy POLECAM? Z CAŁEGO SERCA.

piątek, 10 maja 2019

"Magia ukryta w kamieniu" - opinia

Witajcie

Zapraszam serdecznie na opinię o "Magii ukrytej w kamieniu". Wabi piękną okładką, ale czy treścią?



▶Recenzja◀


"Magia ukryta w kamieniu"
Katarzyna Grabowska

Stron: 426
Gatunek: fantasy
Wydawnictwo Videograf
Cykl: Magia ukryta w kamieniu. Tom 1


Julia zamiast na egzotyczne wakacje jedzie opiekować się chorą babcią. Kamienisko to wioska, gdzie nic ciekawego się nie dzieje, a życie płynie leniwie. Jest jednak w lesie jedno tajemnicze miejsce, do którego babcia nie pozwala Julii pójść, a ciekawa i zaintrygowana dziewczyna nie zamierza jej słuchać. Ta wyprawa zmienia dotychczasowe, spokojne i uporządkowane życie Julii. Za sprawą magii przenosi się do obcej krainy zwanej Burią...

✨✨✨

Kto z nas nie marzył kiedyś o przeniesieniu się do świata odmiennego od naszego. Może fantastycznego? Może do innej epoki? Może gdzieś w gwiazdy? A może jeszcze gdzieś indziej?  Ja marzyłam. Do tej pory pamietam ten świat 😀. Dzisiaj jednak o Burii i przygodach Julii w tym odmiennym świecie.
Główny wątek powieści jest sztampowy. Ktoś przenosi się za sprawą sił tajemnych do innego świata/wymiaru, potem okazuje się, że to przeznaczenie przez duże "P", a delikwent ma za zadanie ocalić świat. A najlepiej dwa. Wątek dający ogromne możliwości, bo autora ogranicza tylko wyobraźnia 😁.
Buria to kraina przypominająca średniowiecze. Podział społeczny jest bardzo wyraźny, a prawa nią rzadzące restrykcyjne i bardzo surowe. W dodatku nie ma tam elektryczności, bieżącej wody, kanalizacji, nie ma Internetu, a tamtejsi ludzie nie znają czegoś takiego jak zegarek. Kobiety całkowicie poddane są woli mężczyzn i pozbawione są prawa głosu. Autorka naprawdę dobrze wymyśliła buriański świat. Buriańczycy mówią specyficznym dialektem, który dość szybko udziela się też głównej bohaterce. Troszkę brakowało mi szerszego przedstawienia tej krainy, bo większość akcji toczy się na zamku księcia Ekharda oraz w Lesie Potępionych i tylko te miejsca poznajemy względnie dobrze.

✨✨✨

Zdecydowanie mocną stroną "Magii ukrytej w kamieniu" są bohaterowie. Nie wszyscy jednakowo przypadli mi do gustu. Najlepiej napisaną postacią wydaje mi się Dewin, bohater negatywny. Pełnokriwisty, zdeterminowany, ze zranioną dumą i swoim niecnym planem. Ogromnie polubiłam też Lavenę, za jej dobroć i lojalność. Comta natomiast często sprawiała, że się uśmiechałam. To taka mama-kwoka, niby surowa, ale z sercem na dłoni. Co do panów Weylina, Hermana i Ewana mam mieszane uczucia. Podczas, gdy tego pierwszego polubiłam od razu, do Ewena mam obojętny stosunek (choć nie ukrywam, że mam co do niego swoje podejrzenia), zaś Herman jest dla mnie kompletnie niezrozumiały.
Kilkakrotnie wspominany tajemniczy Mateo, którego tak się wszyscy obawiają we mnie żadnego strachu nie wzbudził, miałam wrażenie, że jest tylko dodatkiem, a nie kimś istotnym, z kim są mocno związane wydarzenia w Burii.
Na koniec zostawiłam sobie Julię. Z przykrością stwierdzam, że tak irytującej i niemądrej bohaterki dawno nie spotkałam. Nie wiem czy taki był zamysł Autorki, czy po prostu tak wyszło, tym bardziej, że to właśnie z jej perspektywy śledzimy wydarzenia, ale chwilami opadały mi ręce i nie wierzyłam w to co czytam. W dodatku jest jakaś taka strasznie kochliwa. Ja wiem, że serce nie sługa, ale żeby po dwóch dniach w obcej krainie, zostawiwszy chorą babcię bez opieki, bez słowa wyjaśnienia, zastanawia się w kim mogłaby się zakochać? Już pomijam, że ukochana babcia jakoś wyjątkowo rzadko zajmuje miejsca jej myśli, a zamiast o niej myśli, że gdyby nie dotknęła kamienia byłaby na Costa Brava.

✨✨✨

Przez większą część historii brakowało mi akcji. Ale takiej akcji, że akcji, kiedy dzieje się dużo i szybko. Być może dlatego, iż zakładałam, że będzie to książka w dużej mierze przygodowa. Okazało się nieco inaczej, dużą część stanowią miłosne rozterki Julii. Wydarzenia przyspieszają dopiero pod koniec książki i wówczas robi się naprawdę ciekawie i wciągająco.

✨✨✨

W "Magii ukrytej w kamieniu" znalazłam kilka poważnych poruszonych przez Autorkę tematów, m.in. dyskryminację kobiet i osób o innym kolorze skóry, aranżowane małżeństwa, biedę, czy bezsensowne wybijanie zwierząt. Niektóre jak dyskryminacja kobiet i wybieranie męża oraz zabijanie zwierząt, bo ktoś uznał, że tak trzeba były ciekawie i dobrze rozwinięte, pozostałe zaś ledwie zarysowane. Przez to Buria jawi się jako kraina niegościnna, wroga i kompletnie nie zrozumiała dla kogoś takiego jak główna bohaterka. Jednak niech to nikogo nie zmyli, Buriańczycy potrafią być zabawni, kochać mocno i szaleńczo i przejawiają szeroką gamę normalnych, ludzkich emocji.
Szkoda, że Buria jest tak mało magiczna, prócz skrzydlaków przypominających mi smoki i wieszczby (która w mojej wyobraźni przybrała postać Baby Jagi) nie ma nic niezwykłego. Ale też to wynikało z moich osobistych oczekiwań względem "Magii...". Niemniej jednak Buria, aż się prosi o więcej niezwykłości, tajemniczości i magii.

✨✨✨

Styl Autorki jest niewątpliwie lekki, przez co czytało mi się całkiem dobrze, nie jest jednak jednolity. Momentami miałam wrażenie jakbym czytała utwór pisany przez dwie osoby. Ale nie był to jakiś duży mankament, dużo bardziej denerwująca była główna bohaterka.
"Magia ukryta w kamieniu" posiada niewątpliwie swój urok i wciągnęła mnie w historię na tyle, że chciałabym poznać jej koniec. Więc zamierzam przeczytać pozostałe dwie części: "Las Potępionych" oraz "Inne niebi". Poza tym posiada przepiękną okładkę, która dodatkowo zachęca by po nią sięgnąć.
Podsumowując:
"Magia ukryta w kamieniu" to całkiem przyjemna opowieść. Nie urzekła mnie szczególnie, ale zaciekawiła na tyle, by poznać dalsze losy bohaterów i przekonać sie czy dalej jest lepiej. Styl Autorki choć niewątpliwie lekki, nie przemawia do mnie, czasem tak po prostu jest. Coś nie pyknie, mówiąc kolokwialnie, i nic na to nie poradzę. Skłamałabym jednak mówiąc, że czas spędzony z "Magią..." to czas stracony.
Moje oczekiwania względem tej pozycji były większe niż jej możliwości i z tego powodu troszkę mi przykro.
Czy polecam? Tak, aczkolwiek na mnie nie zrobiła wielkiego wrażenia.

niedziela, 5 maja 2019

"Noah po prostu jest" - opinia

Dzień dobry niedzielnie.
Pogoda za oknem paskudna, jest deszczowo i zimno, na dodatek kończy się wolne i jutro do pracy.

"Noaha" przeczytałam już jakiś czas temu. Jeszcze przed Kruczym sercem. To świetna, pełna humoru historia. W sam raz na taki przytłaczający dzień.
Ja polecam. Przekonajcie się sami czy Noah i w Was wzbudzi sympatię ☺.



▶ RECENZJA ◀

"Noah po prostu jest"
Simon James Green

Stron: 325 (ebook)
Gatunek: młodzieżowa
Wydawnictwo Zielona Sowa


Po książkach skłaniających do refleksji nad życiem potrzebowałam dla równowagi czegoś lżejszego i zabawnego. Mój wybór padł na książkę Simona Jamesa Greena "Noah po prostu jest". Ponieważ zawsze czytam opisy, niezależnie od tego czy okładka mnie oczaruje czy wręcz przeciwnie, tutaj było tak samo i sięgając po "Noaha" wiedziałam, że jest skierowana głównie do młodego czytelnika oraz jaką tematykę porusza. Zresztą... Nigdy nie ukrywałam, że w kwestii orientacji seksualnej jestem tolerancyjna, a jeśli chodzi o "Noaha" ciekawa byłam w jaki sposób tematyka ta została przez autora przedstawiona.

                              🍌🍌🍌

Noah nie ma łatwego życia. Nie jest ani szczególnie atrakcyjny, ani popularny, jest raczej anemicznym, astmatycznym kujonem. Wychowuje się w niepełnej rodzinie, ojciec postanowił wypisać się z niej, gdy Noah miał 10 lat, matka występuje na scenie udając Beyonce, czym wprawia syna w zażenowanie, a ukochana babcia mieszka w domu opieki i cierpi na demencję. Na szczęście jest Harry, przyjaciel z prawdziwego zdarzenia. Noah chce wieść normalne życie, nie być wyśmiewany czy pomijany przez rówieśników, chce się zakochać w jakiejś sympatycznej dziewczynie, na przykład w koleżance ze szkoły - ślicznej,  do tego mądrej Sophie. Kiedy Sophie proponuje mu wspólną pracę nad szkolnym projektem i w dodatku zaprasza jego oraz Harry'ego na imprezę, Noah ma nadzieję na zmianę w swoim marnym życiu.

Ale to życie Noaha, nieoczywiste i nieobliczalne. Wszystko się komplikuje, gdy na wspomnianej imprezie Noah zostaje pocałowany przez Harry'ego... A potem życie Noaha chrzani się jeszcze bardziej.

                           🍌🍌🍌

"Noah po prostu jest" w ogromnym skrócie to zabawna historia pewnego nastolatka z zapyziałego miasteczka. Chłopak od dziecka ma pod górkę, a dojrzewanie, burza hormonów, wybryki własnego organizmu i wewnętrzne dylematy dotyczące tożsamości seksualnej niczego nie ułatwiają.

Język jest lekki, stylizowany na wypowiedzi nastolatków. Momentami drażniło mnie to całe "ziomkowanie", ale to drobnostka. Nie znajdziecie tu także nużących, rozwlekłych opisów ani głębokich rozważań egzystencjalnych.

Bohaterowie nie są szczególnie rozbudowani i właściwie tylko Noah, jako główny bohater, posiada jakąś głębię i osobowość. Akcja za to gna jak szalona, a krótkie rozdziały tylko przyspieszają czytanie. Wydarzenia następują po sobie błyskawicznie, mieszają się i splatają ze sobą. Autorowi nie można również odmówić poczucia humoru, zarówno sytuacyjnego, jak i słownego, co sprawiało, że momentami chichrałam się głośno i niekontrolowanie.
Domyślam się, że taka konstrukcja wynika z tego, iż książka skierowana jest głównie do młodzieży i ma stanowić rozrywkę, co bynajmniej jej nie dyskwalifikuje.

Świat Noaha i podejście bohaterów tej historii do homoseksualnizu jest pozytywne,  przynajmniej ja odebrałam  je jako pozytywne (nie licząc głupich, szkolnych żartów, rzecz jasna). Każdy ma prawo do miłości i szczęścia. Chociaż "Noah po prostu jest" porusza ważny temat, przede wszystkim to historia, która bawi i rozwesela, a przynajmniej tak było w moim przypadku.

                           🍌🍌🍌

Podsumowując...
Jeśli macie ochotę przeczytać coś lekkiego, pełnego humoru, pozbawionego szczególnej głębi i po prostu dobrze się bawić "Noah po prostu jest" nadaje się do tego idealnie.
POLECAM.



czwartek, 2 maja 2019

"Jezioro Cieni" - opinia

Witajcie.

Sporadycznie zdarza mi się czytanie jednej części serii po drugiej, bo nigdy nie mam kolejnej pod ręką. Tym razem było inaczej i bardzo dobrze, bo Krucze serce zawładnęło mną całkowicie.

Zapraszam na recenzję drugiej części przygód Lirr i Raidena - "Jezioro Cieni"



▶ RECENZJA ◀

"Jezioro Cieni"
Maria Zdybska

Cykl: Krucze serce. Tom 2
Wydawnictwo Inanna
Gatunek: fantastyka
Stron: 329 (ebook)


🐚🐚🐚

Drugi tom przygód uratowanej przez piratów Lirr i maga, wyrzutka o irytującym sposobie bycia Raidena. Ta niecodzienna i pozornie nie pasująca do siebie dwójka zmuszona jest uciekać z Ysborga, przed gniewem jego władczyni Meave, wspieranej przez pseudomedyka i maga Viorela.
Dusze Lirr i Rena są ze sobą połączone, by to zmienić jedynym ratunkiem jest dostanie się do Kręgu i uzyskanie tam pomocy Siedmiu.
Ale nic nie jest takie proste.

🐚🐚🐚

Nieposkormiona magia budząca się w Lirr przysparza jej problemów, a skomplikowane relacje z Renem niczego jej nie ułatwiając.
Jeśli w pierwszej części czułam niedostyt Raidena, to "Jezioro Cieni" wynagrodziło mi to po wielokroć 😍😍😍.
Wymiana zdań pomiędzy Renem i Lirr stanowiła nie lada smaczek, okraszony niewątpliwym poczuciem humoru Autorki.

Sam pomysł na historię wydaje mi się bardzo ciekawy, tym bardziej, że ten rodzaj fantastyki jest dla mnie ciągle nowy. Chociaż początkowo trochę kręciłam nosem, że to seria, a jestem niecierpliwa i lubię znać odpowiedzi w jednej książce, to po przeczytaniu dwóch części stwierdzam pokornie, że w przypadku Kruczego serca nie mogło być inaczej. Potrzeba tylu stron by należycie poprowadzić wątki i ukazać charaktery głównych postaci.

Ogromnym plusem jest styl Autorki, krótkie rozdziały i umiejętnie poprowadzona akcja. Czytałam zachłannie, dając się całkowicie pochłonąć opowieści Marii Zdybskiej. Mówiąc szczerze nigdy bym się nie spodziewała, że za tak spokojnymi, stonowanymi okładkami kryje się tyle emocji, postaci, które na długo zapadają w pamięć, które nas bawią, wzbudzają gniew, irytację; którym życzy się jak najlepiej; tyle akcji.

🐚🐚🐚

Sama bohaterka, która w pierwszej części jest raczej samotna i ma poczucie, że nigdzie nie przynależy, w trakcie wędrówki dojrzewa, staje sie bardziej swiadoma swoich pragnień i swojej mocy.

Wydarzenia w Kręgu stawiają wszystko na głowie, jednocześnie dając odpowiedzi na kilka ważnych pytań. Odpowiedzi, które tylko podsycają ciekawość tego co będzie dalej.

Co jeszcze ma do zaoferowania "Jezioro Cieni"? Akcję, akcję i jeszcze więcej akcji. Sporo zabawnych dialogów. Barwne postaci i nie mam na myśli Lirr i Rena, ale choćby Mamę-Khandrę czy Mikko. Pojawiają się również Milda i Niedźwiedź z pierwszej części. A zakończenie... Mnie wbiło w fotel.

Ostatnie rozdziały czytałam bez tchu, a  serce jeszcze długo po skończeniu tłukło mi się w piersi, bo to nie mogło się tak skończyć. Po prostu nie mogło...
Ta część Kruczego serca jest zdecydowanie o wiele bardziej emocjonująca, targająca uczuciami, budująca napięcie i podwaliny pod to co czeka nas w ostatnim tomie.

🐚🐚🐚

"Jezioro Cieni" to jedna z tych historii, które jednocześnie chce się skończyć czytać jak najszybciej i nie chce się dojść do końca. Chce się skończyć by wiedzieć co spotkało bohaterów i czy nasze przypuszczenia się sprawdziły, a nie chce, bo owi bohaterowie są tak fantastyczni i tak się z nimi zżyłam, a sposób prowadzenia narracji i humor sprawiają, że chciałoby się by historia ta trwała i trwała jak najdłużej.


Nie wiem jak Ci z Was, którzy przeczytali już "Jezioro Cieni", ale ja po prostu nie mogę się doczekać trzeciej, finałowej części. Oj będzie się działo i będą emocje. I wiecie co? Trzymam kciuki i życzę Autorce gorąco, żeby ostatnia część Kruczego serca jak najszybciej ujrzała światło dzienne.

🐚🐚🐚

To seria, która bezapelacyjnie skradła moje serce. Wabi, kusi, uwodzi językiem, stylem i obrazami malowanymi słowem.

To seria, która pachnie drzewem sandałowym i morskimi narcyzami. Dajcie się jej oczarować.

GORĄCO POLECAM

niedziela, 28 kwietnia 2019

"Krucze serce. Wyspa Mgieł" - opinia

Witajcie

Fantastyka wciąga mnie coraz bardziej. Odkrywam dzięki niej nowe światy i cudownych bohaterów.

Za mną pierwszy tom serii "Krucze serce".
Mnie urzekła, mam nadzieję, że z Wami będzie tak samo.



▶ RECENZJA ◀

"Krucze serce. Wyspa Mgieł"
Maria Zdybska


Cykl: Krucze serce. Tom 1
Stron: 434 (ebook)
Gatunek: fantasy
Wydawnictwo Genius Creations


Opis:
"Czasami dwie dusze łączy wieź silniejsza niż śmierć.

Ona - przybrana córka pirata, uratowana z morskiej kipieli. W jej przeszłości ukryty jest klucz do potężnej mocy, która może przynieść wybawienie lub zgubę 

On - potężny mag, wyrzutek, arogant i sabaryta. Od lat poszukuje, choć sam nie wie, czego i dlaczego.

Kiedy jednak ich drogi się spotykają, przejmują nad nimi kontrolę siły potężniejsze od nich samych.
Bogowie i demony, nieumarli i czarnoksiężnicy, zapomniana magia i stracone życia - droga do ich poznania zaczyna się na tajemniczej Wyspie Mgieł."

🐚🐚🐚

Zaintrygowana opisem "Wyspy Mgieł" pobrałam książkę na czytnik i czekała na swój czas dość długo. Ów czas nadszedł dość niespodziewanie, bo dziwnym i niestosownym byłoby recenzowanie drugiego tomu bez zapoznania się z pierwszym ☺.

Już pierwsze zdania mnie oczarowały. Autorka pisze niezwykle malowniczo, momentami wręcz lirycznie, a budowa zdań sprawiła, że płynęłam przez tę opowieść.
Przyrody znaleźć tu można, aż nadto, jej opisy są wyważone, a odpowiednio dobrane słownictwo ożywia w wyobraźni faunę i florę świata. Muszę przyznać, że Maria Zdybska stworzyła bardzo spójny, barwny świat, po którym porusza się w pewny i swobodny sposób. 

Początkowo irytowały mnie dziwne, nazwy własne, ale dość szybko do nich przywykłam i zwyczajnie je wymawiałam/czytałam po swojemu 😄.

🐚🐚🐚

Kocham tajemnice, są na mnie najlepszym wabikiem, ale tajemnice zanadto tajemnicze nieco mnie frustrują. Wynika to z faktu, że czytam głównie pojedyncze książki i nie wyrobiłam w sobie zbytniej cierpliwości ☺.
"Wyspa Mgieł" obfituje w tajemnice. Wplecione w opowieść wyłaniają się z niej po trochu i tak naprawdę na końcu zamiast rozjaśnić mi w głowie, wprawiły moje myśli w zamęt i zrodziły więcej pytań. Autorka nie poszła na łatwiznę, nie podaje odpowiedzi na tacy,  bardzo umiejętnie i w malutkich dawkach serwuje odpowiedzi wplatając je w wartką akcję.

W książce dzieje się, oj dzieje. Po spokojnych, zapoznawczo-wprowadzajacych pierwszych rozdziałach, wydarzenia nabrały tempa i zaczęło się robić coraz ciekawiej, co nie pozwalało mi się znudzić lekturą. A krótkie rozdziały o sugestywnych i intrygujących tytułach wyciągał mnie w wir czytania. 📖"Jeszcze jeden rozdział"📖 - wiecie o co chodzi 😉.
Czułam jednak pewien niedosyt jeśli chodzi o Hego. Czytając ciągle miałam nadzieję, że poznam go osobiście.

🐚🐚🐚

Bohaterowie skradli moje serca. Lirr poznajemy już na początku i to ona jest główną bohaterką tej opowieści. Zadziorna, nie dająca się utemperować młoda dziewczyna u progu dorosłości. Dziewczyna bez przeszłości, bez pamięci o rodzinie, pozbawiona swoich korzeni. Dziewczyna, która do balowej sukni ubiera łowieckie buty,przeklina jak...pirat, a w nieujarzmionych włosach nosi wplecione pamiątki z najważniejszych wydarzeń w swoim życiu. Taka właśnie jest Lirr. 

Na Raidena musiałam poczekać do połowy książki. Jakież było moje zaskoczenie, gdy opis Raidena stworzony przez Autorkę nijak się miał do moich wyobrażeń 😄.
Nie tyle za swój wygląd, co za charakter, a właściwie charakterek, Ren skradł moje serce. Cyniczny, o specyficznym poczuciu humoru oraz niebywale skryty mag o potężnej mocy. Oto Raiden.

Wzajemne relacje tej dwójki niejednokrotnie wywoływały u mnie uśmiech i dreszcz, gdy czuję między bohaterami wzajemne przyciąganie.

Prócz wspomnianej dwójki nie brak innych, ciekawych postaci, takich jak Milda, Asterle, Cael czy Maeve.

🐚🐚🐚

Podsumowując...
Co skrywa w sobie pierwszy tom serii "Krucze Serce. Wyspa Mgieł"

▶ Intrygujących bohaterów, których pokochacie.
▶Tajemnice, tajemnice, tajemnice.
▶ Piękny styl i obrazowy język.
▶ Akcję i przygodę.
▶ Fantastyczny świat.
▶ Opowieść o poszukiwaniu własnego miejsca i celu; o budzącej się miłości i potrzebie akceptacji.

Ponieważ "Krucze serce" to seria, przeszłość Lirr i Rena nie poznam tak szybko i chociaż liczyłam na wiecej wyjaśnień to fabuła i bohaterowie są tak wciągający i zapadający w serce, że zaraz po pierwszej części zabrałam się za drugą.

Sięgając po "Wyspę Mgieł" nie miałam szczególnych oczekiwań, poza ciekawą lekturą, a dostałam o wiele, wiele więcej 😍😍😍, za co Autorce gorąco dziękuję i czekam na finał tej cudnej opowieści.

GORĄCO POLECAM