sobota, 19 stycznia 2019

"Opowieści z piasku i morza" - opinia


▶ RECENZJA◀

"Opowieści z piasku i morza"
Alwyn Hamilton

Gatunek: dla dzieci i młodzieży, fantasy
Stron: 93
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Alwyn Hamilton urodziła się w Toronto 10 września 1988 roku. Nim jej rodzice na stałe osiedlili się we Francji dzieciństwo Alwyn upływało na podróżach między Kanadą i Europą. Studiowała historię sztuki na uniwerytecie w Cambridge, a później pracowała w londyńskim domu aukcyjnym.
Jest laureatką Goodreads Choice Award Best Debut.
Cykl "Buntowniczka z pustyni" obejmuje:
0.5 "Opowieści z piasku i morza"
1. "Buntowniczka z pustyni"
2. "Zdrajca tronu"
3. "Duchy rebelii"
➡ Z opisu na LubimyCzytać.pl:
"Pustynia skrywa jeszcze więcej magicznych tajemnic, czy chcesz poznać je wszystkie? Bestsellerowa autorka nagrodzona Goodreads Choice Awards sięga po krótką formę! Przed Wami ekskluzywna kolekcja opowiadań ze świata Buntowniczki z pustyni. Doskonałe uzupełnienie dla fanów serii lub wprowadzenie dla tych, którzy chcą zacząć pustynną przygodę z Niebieskooką Bandytką. Pod pięknie uszlachetnioną okładką skrywa się zbiór historii opatrzonych ilustracjami genialnej Dixie Leoty."
Gdyby nie wyzwanie książkowe na ten rok (a dokładniej mówiąc punkt: książka poniżej 100 stron) zapewne nigdy nie sięgnęłabym po "Opowieści z piasku i morza". Nazwisko Alwyn Hamilton było mi całkowicie obce, choć  okładka przyciągała wzrok, gdy przeglądałam katalog z książkami.
Spodziewałam się opowieści, które dzieją się zarówno na pustyni, jak i na lądzie. I tak się stało. Nie spodziewałam się tylko,  że dostanę baśniowe historie rodem z "Baśni z tysiąca i jeden nocy". Wkroczyłam w cudowny i tajemniczy świat Hamilton. Świat dżinów i awanturników. Ta książka była jak cukierek z egzotycznego kraju, z którym nasze kubki smakowe muszą się dopiero zaznajomić i przyzwyczaić, by z czasem go polubić.
"Opowieści z piasku i morza" to nie przyjemna lektura, pomimo pięknych okoliczności przyrody i egzotyki obcego świata, tam panują twarde reguły, a bohaterowie nie wiodą sielskiego życia i borykają się z trudnym sytuacjami.
Przyznam, że najbardziej podobało mi się pierwsze (Skradziony ładunek) i ostatnie opowiadanie (Dżin i Uciekinierka). Czytając "Opowieści..." miałam wrażenie, że czytam baśń.
Z powodu krótkiej formy było to przyjemne doznanie, nie zmęczyło mnie, chociaż momentami nieco gubiłam się w tym świecie. Na ogół rzadko czytam książki z gatunku fantasy i jak dotąd żadna nie była osadzona w takim świecie jak u Hamilton.
Jeśli jednak chcecie wkroczyć w świat tajemniczych istot, sułtanów, magii i przygody, gdzie piasek i morze współgrają ze sobą, dajcie się ponieść lirycznemu językowi Alwyn Hamilton.
Jeżeli ten świat cudny, choć okrutny nie jest Wam obcy, te kilka opowiadań z pewnością będzie doskonałym dopełnieniem tego co już wiecie na temat Jina i Amani.

wtorek, 15 stycznia 2019

"Płonący Lód" - opinia

▶RECENZJA◀

"Płonący Lód. Nieczyste zagranie" t.1
Patrycja Kuczyńska, Monika Rępalska

Wydawnictwo: Novae Res
Gatunek: erotyczna, Young Adult
Stron: 456

Patrycja Kuczyńska i Monika Rępalska to debiutujące, młode pisarki. Ich pierwszą powieść "Płonący Lód" przeczytałam dzięki uczestnictwu w akcjo BookTour organizowanym przez jedną z Autorek. Ogromnie dziękuję za udział w tej przyrodzie.

O samych Autorkach wiem niewiele. Patrycja jest żoną i matką dwójki dzieci, uwielbia czytać,  a z pasji do czytania zrodziła się jej pasja do pisania. W tym roku nakładem Wydawnictwa WasPos ukaże się jej druga (tym razem samodzielna) książka pt. "Zniszczona".
Postaci Moniki Rępalskiej niestety, nie mogę Wam przybliżyć, to tajemnicza postać,  o której niewiele udało mi się znaleźć.

ON WŁADCZY.
ONA WALECZNA.
WALKA ROZPOCZĘTA.

Lexi Archibald wraz ze swoją przyjaciółką - Lizzie trafia na renomowaną londyńską uczelnię. Już pierwszego dnia los stawia jej na drodze Knoxa Blacka, uznawanego za nieformalnego przywódcę na campusie oraz  kapitana studenckiej drużyny hokejowej.
Od tamtego momentu wyjątkowo często na siebie wpadają, a pomiędzy tą dwójką dochodzi do ostrych potyczek słownych, czasem rękoczynów i zaskakujących sytuacji.

Lubię sięgać po debiuty. Są dla mnie jak pudełko z niespodzianką, z którego nie wiadomo co wyskoczy. Tym razem  w  pudełku nie było niespodzianki.
👉 Być może nie zaliczam się  do grupy docelowej "Płonącego Lodu."
👉 Być może mam za sobą zbyt wiele książek,  by coś mogło mnie tak naprawdę zaskoczyć.
👉 Być może jestem jednak bardziej wybredna niż myślałam.
👉 Być może...

Ale wiecie co?
👉Stwierdzam, że pomimo rzeczy, które nie do końca pasowały mi w tej książce ma ona potencjał. Należałoby tylko nad nią popracować.
👉Przyznaję również,  że nie mogłam określić, które fragmenty pisała jedna Autorka, a które druga. Nie wiem jak to zrobiłyście, Dziewczyny, ale to się Wam udało. Stworzyć stylistycznie jednolitą historię.
👉Rzecz ostatnia, zanim przejdę do swojej oceny i mam nadzieję,  że zrozumieją mnie nie tylko osoby, które tworzą: czułam tę historię, czułam emocje towarzyszące jej powstawaniu, ten dreszcz na plecach i uczucie (użyję tego słowa tylko raz i to wyjątkwo, bo normalnie w opiniach takiego słownictwa nie stosuję) podjarania. Tak, tak Booka też ma "swojego" Knoxa Blacka, ale o tym kiedy indziej.

Nie ukrywam, że momentami czytało mi się ciężko. Powtarzające się niemal na każdej stronie odmieniane na wiele sposobów słowa: pieprzenie, ciacho, usteczka i kutas sprawiały cierpienie moim oczom. Dialogi również pozostawiały wiele do życzenia. Niektóre SMS-y były zbędne.

Dobrym pomysłem było przedstawienie historii z punktu widzenia zarówno Lexi, jak i Knoxa. Początkowo bardzo mnie męczyło,  ale kiedy przedstawianie sytuacji stało się bardziej uzupełniające jedno drugie, niż dokładne przedstawianie tej samej sytuacji tylko z perpektywy tej drugiej strony. I tak się zaczęłam zastanawiać czy przypadkiem Autorki nie "podzieliły" się postaciami? Ale to wiedzą tylko one same 😉.

Czego mi zabrakło w tej historii?
Na pewno bardziej wyraziście nakreślonego tła. Wiemy, że uczelnia (ale jaka? Może jakaś nazwa?), wiemy, że sport (hokej... I okej. Gdzie reszta dyscyplin?). I tyle wiemy z tła. Jesteśmy na uczelni, na lodowisko,  w akademiku i opisów brak. Wyobraźnio działaj❗Możliwe, iż był to celowy zabieg, moje odczucie jest jednak takie,  nie inne.

Same postaci też wymagają dopracowania.
Lexi Archibald - nie ukrywam podobał mi się charakterek tej osóbki, pewna siebie, wrażliwa,  pyskata, odważna i troskliwa. W sytuacji zagrożenia myśląca przede wszystkim o innych.
Szkoda, że nie wiemy za bardzo skąd ta Lexi się wzieła. Nie wiemy nic o jej wcześniejszych doświadczeniach i rodzinie, a to wiele by wyjaśniło (przynajmniej mnie), bo chwilami odbierałam Lexi jako dzikuskę, która nagle znalazła się w świecie pięknych "połbogów".

Knox Black - pieprzony bóg,  jak sam siebie określa.  Przykro mi, ale nie wyzaję jego religii. Wkurzał mnie ten gość. Dopiero pod koniec, kiedy wylazło z niego to lepsze oblicze był całkiem, całkiem. Nie mogłam go rozgryźć. Wydaje mi się,  że pod względem psychologicznym ta postać jest niedopracowana, a potencjał chłopak ma.

Praktycznie reszta postaci służyła za tło dla rozgrywej pomiedzy Lexi i Knoxem walki.
Na uwagę zasługuje jednak postać Rebeki. Ja na miejscu Lexi wydrapałabym jej oczy albo zwyczajnie udusiła, już nie mówię o przyssaniu się do Knoxa, ale o jej zachowaniu tak w ogóle. Jak nagle się pojawiła, tak nagle zniknęła. Potencjał tej postaci, moim zdaniem, został zmarnowany.
Bonito wprowadził w akcję element realnego zagrożenia i niepewności.

Ponieważ to książka erotyczna, nie brakuje w niej scen seksu, ale nie powiem, żeby mnie cokolwiek w tej kwestii zdziwiło/zaskoczyło/zachwyciło. Stworzenie dobrej sceny erotyczniej nie jest proste. Jednak podobały mi się dwie: w pokoju Lexi i nad stawem. Kto przeczytał ten wie 😉, a kto jest ciekawy dowie się, gdy przeczyta książkę.

Podsumowując:
"Płonący Lód " był ciekawym doświadczeniem. Jeśli
▶ szukasz lekkiej młodzieżowej książki nie zmuszającej do myślenia,
▶ jesteś wyrozumiała/y i cierpliwa/y
▶ nie oczekujesz zbyt wyrafinowanych scen erotycznych
to być może ta książka jest dla Ciebie.
W przeciwnym razie czytasz na własną odpowiedzialność.

Wrażeniami, które są jak najbardziej subiektywne podzieliła się Wasza Booka.

sobota, 12 stycznia 2019

"Drzewo Anioła" - opinia

"Drzewo Anioła"
Lucinda Riley

Wydawnictwo Albatros
Gatunek: obyczajowa, dramat, romans
Stron: 524

Nazwisko Lucinda Riley kojarzy się głównie z bestsellerową serią "Siedem sióstr" o adoptowanych siostrach nazwanych imionami mitycznych Plejad.
Urodzona w Irlandii L. Riley swoją pierwszą powieść napisała w wieku 24 lat. Dotąd na polskim rynku pojawiło się jej 10 książek. Wkrótce wydana zostanie kolejna cześć cyklu "Siedem sióstr".

Greta Simpson przyjmuje zaproszenie swojego wieloletniego przyjaciela Davida Marchmonta do siedzenia świąt Bożego Narodzenia w jego rodowej posiadłości,  która niegdyś była również domem Grety. Kobieta wraca tam po ponad trzydziestoletniej nieobecności,  a powrót do Marchmont Hall nie jest dla niej łatwy, nie tylko z powodu tak długiej nieobecności,  ale przede wszystkim, dlatego, że nie pamięta...

Nie nie pamięta, bo nie może. Z medycznego punktu widzenia wróciła do zdrowia po nieszczęśliwym wypadku sprzed wielu lat. Nie pamięta, bo nie chce... Lekarze orzekają, że amnezja spowodowana jest traumą.

David ma nadzieje, że znajome kąty poruszą coś w myślę Grety i kobieta "odblokuje" się na wspomnienia.
Czy jednak nie byłoby lepiej, gdyby pewnych rzeczy sobie nie przypomniała?
Czy prawda nie okaże się zbyt bolesna? Gorsza nawet niż życie w niepamięci?
Co takiego w swej pamięci odkryje Greta o sobie i swojej pięknej córce Chesce?Córce, dla której poświęciła niemal wszystko?

Pobyt w Marchmont Hall staje się punktem wyjsciowym do całej historii Grety, Cheski, Avy oraz samego Davida Marchmonta, na którego życie te trzy kobiety miały decydujący wpływ.

"Drzewo Anioła" to saga o zawiłych relacjach rodzinnych i sekretach rzutujących na przyszłe pokolenia. Przede wszystkim jednak to cudna opowieść o miłości, w jej różnych odcieniach. To również historia o wielkiej lojalności i przyjaźni ,  urażonej dumie i skrywanej miłości.
Pomimo,  iż teoretycznie wiadomo niemalże od początku co stało się w życiu Grety, a paru innych rzeczy można zwyczajnie się domyślić książka jest bardzo wciągająca. Zawdzięcza to stylowi i pięknemu językowi Autorki, która prowadzi nas przez całą opowieść.

Dodatkowym "smaczkiem" jest postać Cheski, która wprowadza do historii pewną nieobliczalną zmienną. Jedyne czego zabrakło mi w wątku Cheski to bardziej dokładnego wyjaśnienia jej stanu umysłowego.

Na uwagę zdecydowanie zasługuje okładka. To ona niejednokrotnie inicjuje impuls siegnięcia po książkę. Okładka "Drzewa Anioła" jest po prostu urzekająca, migocząca w świetle, czego nie sposób oddać na zdjęciu.

"Drzewo Anioła" ma swój niepowtarzalny klimat i język. Sugestywne pióro L. Riley sprawiło,  że czytając stawałam się uczestnikiem jej opowieści,  a na ekranie mojego umysłu niczym film wyświetlały się wydarzenia.
Pomimo objętości ponad 500 stron i braku gwałtownych zwrotów akcji czytanie mnie nie męczyło,  gdy wsiąknęłam w historię na całego,  strony niemal same się obracały.

Było to moje pierwsze spotkanie z twórczością Lucindy Riley, ale zdecydowanie nie ostatnie. Jej styl kojarzy mi się ze stylem jednej z moich ulubionych pisarek - Kate Morton.

👉Jeśli lubisz sagi rodzinne, z pełnokrwistymi bohaterami, pełne zawiłych relacjo rodzinnych...
👉Jeśli lubisz wątki miłosne, którego przeplatają i splatają opowiadaną historię...
👉Jeśli lubisz powieści z przesłaniem...
"Drzewo Anioła" jest zdecydowanie dla Ciebie.

Na mnie opowieść o Grecie zrobiła ogromne wrażenie i mimo, iż przeczytałam ją na początku stycznia ciągle wracam myślami do Marchmont Hall. W głowie niczym mantra co rusz powraca do mnie przepiękny cytat z "Drzewa Anioła":

"I właśnie tamtego okropnego dnia (...) zamierzałam ci wszystko wyznać! A potem oczywiście nie mogłam sobie nieczego przypomnieć, więc po prostu znów się w tobie zakochałam."

Niech miłość będzie z Wami.
Wasza Booka 📖.

wtorek, 8 stycznia 2019

Wyzwania książkowe

Witajcie w Nowym Roku, Kochani!

Nowy rok to nowe wyzwania.
Lubicie wyzwania ksiażkowe? Ja owszem.
W zeszłym roku udało mi się zrealizować wyzwanie 52 książki w 52 tygodnie 😀.
W tym roku prócz planu na przeczytanie co najmniej 52 książek dodałam taki:

czwartek, 13 grudnia 2018

"Dziewczyna z gór" - opinia

Dobry wieczór, Kochani!

        Jakiś czas mnie nie było. Czytałam, pisałam, myślałam... nad "Dziewczyną z gór" Małgorzaty Wardy. 
Czytaliście już? A może się nad tym zastanawiacie? Nie wahajcie się, ta książka Was nie zawiedzie :).
Zapraszam na moją subiektywną opinię o tej pozycji. Swoją drogą to moja 52 przeczytana w tym roku książka i tym samym zamyka ona pewien challenge :). 


52/52/2018
„Dziewczyna z gór”

Małgorzata Warda
Gatunek: thriller psychologiczny
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Stron: 353

Małgorzata Warda to urodzona w 1978 roku pisarka, malarka i rzeźbiarka. Mieszka w Gdyni. Jest laureatką kilku konkursów literackich. Zadebiutowała w 2005 roku książką pt. „Dłonie”. Jest autorką wielu powieści, m.in. „Nikt nie widział, nikt nie słyszał…” (2010), „Miasto z lodu” (2014), „5 sekund do Io” (2015)

Bohaterką i narratorką „Dziewczyny z gór” jest Nadia Okołotowicz, która jako jedenastoletnia dziewczynka została porwana przez nieznanego jej młodego mężczyznę i wywieziona na pustkowie w górach.  Dookoła był tylko las, a jedynymi gośćmi dzikie zwierzęta, głównie wilki. Oderwana od bliskich Nadia musi nauczyć się dawać sobie radę i żyć w nowych warunkach. Odkryta prawda, kim jest porywacz zmienia wszystko.
Sama historia „Dziewczyny…” jest stosunkowo prosta. Zostaje porwana dziewczynka, mamy akcję z perspektywy uprowadzonego dziecka, reakcję rodziców i ich życie po zniknięciu jedynego, wyczekiwanego dziecka oraz działania jakie prowadziła w tamtym czasie policja. Sam język również nie jest skomplikowany. Jednak sama historia kryje w sobie wiele emocji, stawia Czytelnika przed dylematami moralnymi, każe przystanąć i zastanowić się jak my sami zachowalibyśmy się w danej sytuacji.
Książkę czyta się jednym tchem. Mnie porwała po pierwszym rozdziale i po prostu ciągnęło mnie do niej, pomimo, że szybko domyśliłam się kim jest Jakub. Chciałam wiedzieć dlaczego?
            Głównym wątkiem jest porwanie Nadii i jej życie u boku Jakuba – porywacza. Prócz niego mamy również inne, poboczne, moim zdaniem nie mniej ważne, jednak nie rozwinięte, przez co mamy szerokie pole do domysłów.
            „Dziewczyna z gór” to historia o odpowiedzialności za drugiego człowieka, za podejmowane decyzje. To opowieść o budowaniu więzi, o zależności jednego człowieka od drugiego, o ogromnej potrzebie miłości i czułości, o relacjach rodzinnych i budowaniu tych relacji.
            Dla mnie osobiście jest to historia o miłości.
            Jakuba, choć to bohater teoretycznie negatywny było mi po prostu bardzo żal, współczułam mu i choć wyrządził rodzinie Nadii i jej samej straszną krzywdę życzyłam mu jak najlepiej.
            Małgorzata Warda porusza w swojej książce kilka ważnych tematów: główną jest manipulacja, jednak mamy tu również temat rodzin zastępczych oraz depresji, którą bardziej wyczuwa się w opowieści Nadii o matce niż o niej dosadnie czytamy.
            Chłonęłam tę powieść zachłannie, pokochałam jej bohaterów. Kiedy skończyłam nie mogłam przejść nad nią do porządku dziennego, nie mogłam po prostu zacząć czytać kolejną książkę, bo „Dziewczyna z gór” wgryzła się w moją duszę i w moje serce. Nawet pisanie tej opinii następuje dobry tydzień po skończeniu, bo wcześniej zwyczajnie nie wiedziałam jak mam ogarnąć słowami tę burzę emocji, która szalała w mojej duszy.
            Dawno żadna książka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia.
            Zdecydowanie POLECAM.
            A kiedy już przeczytacie „Dziewczynę z gór” odpowiedzcie sobie na pytanie zadane przez główną bohaterkę:
            „Jak to możliwe, że można kochać kogoś, kto nas tak bardzo skrzywdził?”

środa, 21 listopada 2018

"Marvin" - opinia

Witajcie!

Jeszcze jedna książka i tegoroczny chellenge 52 książki w 52 tygodnie będzie zrealizowany :).

Będę z Wami szczera, dawno nie czytałam tak pochrzanionej książki jaką jest "Marvin" i podobała mi się ❤️.



"Marvin"
Iza Korsaj

Marvin T. Cross, Naprawiacz Ludzkich Umysłów zaprasza do swojego świata. Wejdziesz? A może masz coś do naprawy 😉?

Dałam się ponieść tej historii. Mrocznej, brutalnej i strasznej. Przeczytałam w jeden dzień i ciągle siedzi mi w głowie.
Marvin nie jest człowiekiem, którego chcielibyście spotkać na swojej drodze. Jednak podobał mi się jego stoicki spokój, umiejętność nieokazywania emocji i znajomość ludzkiej natury.

W samej książce brakowało mi wyjaśnienia dlaczego Marvin był jaki był, a może taki był zamysł Autorki? Nieprawdopodobne dla mnie było również skumulowanie osób, które przeszły przez ręce Marvina. Jednak z pewnością książka ma swój urok i magnetyzm.

Osobiście bardzo polecam, o ile jesteś Czytelnikiem o mocnych nerwach.

niedziela, 11 listopada 2018

"Opowiem ci o zbrodni" - opinia

Witajcie Kochani!
Dzisiaj przychodzę do Was z opinią przeczytanej niedawno książki pt. "Opowiem ci o zbrodni"

"Opowiem ci o zbrodni"
Praca zbiorowa, wstęp - Michał Fajbusiewicz

"Opowiem ci o zbrodni" to zbiór kilku opowiadań napisanych przez poczytnych pisarzy kryminałów: Katarzynę Bondę, Igora Brejdyganta, Wojciecha Chmielarza, małżeństwo Kuźmińskich, Martę Guzowską i Katarzynę Puzyńską. Wstęp napisał Michał Fajbusiewicz, którego również nie trzeba przedstawiać.
Nie są to jednak historie wymyślone przez samych Autorów. Te historie napisało samo życie. Każdy z Autorów wybrał sobie jedną zbrodnię, która miała miejsce w Polsce na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.
W książce przeczytamy więc o prawdziwych zbrodniach opowiedzianych przez znanych pisarzy kryminałów, ich charakterystycznym stylem i prowadzeniem narracji.

Nie każde opowiadanie jednakowo mi się podobało (przez co ogólna ocena wypadła średnio) i nie każdego Autora znałam wcześniej. Opowiadanie to dość specyficzna forma. Nie można się rozpisywać, "lanie wody" się nie sprawdza (o ile w ogóle się sprawdza).

"Łaska" Katarzyny Bondy mnie nie urzekła. Nie czytałam jej powieści wcześniej, być może dłuższe formy pisze lepiej niż krótkie, bo moim zdaniem to opowiadanie to porażka. Było chaotyczne i napisane bez polotu.

Igor Brejdygant do tej pory był mi kompletnie nie znany. Swoją drogą jak dotąd niewielu polskich autorów kryminałów czytałam. Jego opowiadanie pt. "Sasquatch" jest płynne, spójne i wciągające. Czytało się je z prawdziwą przyjemnością.

Opowiadanie Wojciecha Chmielarza pt. "Portret kobiety nad brzegiem morza" było dla mnie dość ciekawą przygodą, ponieważ tej historii mamy nie tylko zbrodnię, ofiary, sprawcę (w tym wypadku sprawczynię), ale i postać samego pana Chmielarza.

Z Panią Martą Guzowską miałam przyjemność się poznać przy okazji "Wszyscy ludzie przez cały czas" (historia średnia, ale nadrabiała głównym bohaterem). Jej opowiadanie "Dwa kasztany w kieszeni" było po prostu nudne. Pełne powtórzeń, w pewnej chwili pomyślałam, że jeśli jeszcze raz trafię w tekście na "dziewczynę z dwoma kasztanami w kieszeni" i "mężczyznę straszego od niej o trzynaście lat" to zacznę krzyczeć. Denerwowało mnie na końcu każdej części wypisywanie imion, np. technik miał na imię Jacek, jego pomocnik miał na imię Placek, a pies wabił się Nuka (albo Dżeki). Pod koniec opowiadania zrozumiałam zabieg Autorki, ale ogólny styl tej opowieści, plus ów "zabieg" naprawdę tworzyły nieciekawą mieszankę. Cieszyłam się kiedy skończyłam je czytać i mogłam przejść do kolejnego.

"Ludzie w autobusie" Małgorzaty i Michała Kuźnińskich tak naprawdę jako jedyne głęboko mną wstrząsnęło i na dłużej zapadło w pamięć. Napisane ciekawie i płynnie z pewnością nie będzie ostatnim utworem tych państwa przeze mnie przeczytanym.

Przyznaję otwarcie nie dałam się ponieść "Motylkowi" Katarzyny Puzyńskiej, jednak jej opowiadanie pt "Morderstwo na dziesiątym piętrze" bardzo mi się podobało. Umiejętnie przedstawione postaci oraz sama historia zbrodni. Być może dam "Motylkowi" jeszcze jedną szansę?