"Zimowe nawiedzenie" Dan Simmons - opinia

Najpierw kupiłam „Zimowe nawiedzenie”, ale gdy tylko dowiedziałam się, że jest książka o tym samym bohaterze wydana wcześniej zaopatrzyłam się w nią i to od niej zaczęłam czytanie. „Letnia noc” zachwyciła mnie klimatem – opinię o tym tytule znajdziecie na blogu, więc tutaj już nie będę się nad tym rozpisywać. W końcu przyszła kolej na kontynuację. I cóż… Dobrze, że nie była przesadnie długa.

„ZIMOWE NAWIEDZENIE”
Dam Simmons


Cykl: Letnia noc (tom 2)
Stron: 352
Gatunek: horror
Wydawnictwo Zysk i S-ka

*** *** ***

Od wydarzeń z „Letniej nocy” mija czterdzieści jeden lat. Dale wraca do rodzinnego Elm Haven po tym jak doprowadził do ruiny swoją karierę akademicką oraz małżeństwo. Wynajmuje na kilka miesięcy dom swojego dawnego przyjaciela Duane’a, który zginął latem 1960 roku. Powrót do rodzinnej miejscowości ma nie tylko pomóc Dale’owi uporać się z obecnymi demonami, ale też w pewnym stopniu z tymi, które towarzyszą mu od lata 1960 roku.

Wszystko to brzmi intrygująco, a ja oczarowana stylem Simmonsa tym chętniej zabrałam się za czytanie. Początkowy entuzjazm dość szybko opadł, niemniej prawie do samego końca łudziłam się, że książka czymś mnie zaskoczy, że zetrze to niemiłe wrażenie nieco zmarnowanego czasu.

*

Fabuła prowadzona jest dwutorowo. Z jednej strony poznajemy bieżące wydarzenia z Elm Haven, obserwujemy jak zmieniło się miasteczko przez te lata, spotykamy niektórych bohaterów, których czytelnik poznał w „Letniej nocy”, z drugiej dowiadujemy się o tym, co doprowadziło Dale’a do obecnego stanu. I tutaj przyznam się, że miałam pewne przypuszczenia, natomiast autor w ich przypadku wyprowadził mnie w pole.

Świetnie czuć zimowy klimat, przytłaczającą atmosferę domu Duane’a, samotność, zagubienie i depresyjność głównego bohatera oraz niepokój wynikający z tego, co się zaczyna tam dziać.

Emocjonalny ciężar historii mnie przytłaczał. Trudno mi się to czytało, a i oczekiwania rozjechały się w zderzeniu z rzeczywistością. Spodziewałam się, że wątek z nawiedzeniem pójdzie w nieco inną stronę. Było kilka wciągających scen, ale bywały i takie, które zdawały mi się tam kompletnie nie pasować, a ja zadawałam sobie pytanie: po co to? Dlaczego bohater zachowuje się właśnie w ten sposób? Czemu to ma służyć?

Nie powiem, fajnie było poznać dalsze losy Dale’a i dowiedzieć się jak potoczyły się żywoty pozostałych dzieciaków z Elm Haven poznanych we wcześniejszej książce. 
Ale czy „Zimowe nawiedzenie” mogło sobie jeszcze leżeć nieprzeczytane w mojej biblioteczce? Mogło. 
Mogłam się jeszcze jakiś czas oszukiwać, że to będzie coś na miarę „Letniej nocy”. 
Chyba po prostu nie takiej grozy i nie takiego nawiedzenia spodziewałam się sięgając po ten tytuł.

A może nie trafiła ta książka na swój czas? 
Na szczęście nie przekreśla ona moich planów poznania innych powieści Dana Simmonsa, a w kolejce czeka „Abominacja”.

Moja ocena 6/10

Komentarze