"Dziewczyny..." zaczęły się ciekawie. Cztery nastolatki wracają z imprezy, dochodzi do wypadku, a gdy kierująca pojazdem jedna z nich odzyskuje przytomność okazuje się, że jej koleżanki zniknęły. I nikt nie wie co się z nimi stało.
Mija dwadzieścia lat. Tajemnica dziewczyn, które zniknęły nadal pozostaje nierozwiązana.
W miasteczku pojawia się Jenna, która zbiera materiały do podcastu o tym zdarzeniu. Jej pytania i ciekawość nie wszystkim są na rękę i szybko okazuje się, że każdy z kim ma do czynienia nie mówi prawdy.
"DZIEWCZYNY, KTÓRE ZAGINĘŁY"
Claire Douglas
Stron: 408
Gatunek: thriller
Wydawnictwo Filia
*** *** ***
Fabułę śledzimy z perspektywy Jenny, Olivii (dziewczyny, która kierowała wówczas samochodem i poniosła poważne uszkodzenia ciała), a w pewnym momencie także grupy młodych ludzi, którzy wyjeżdżają na wspólne wakacje za granicę.
Długo nie wiedziałam z kim mamy do czynienia w tych rozdziałach i nie mogłam się doczekać kiedy wyjaśni się czemu mają służyć. Moim zdaniem zbyt późno ich rola została ujawniona – choć równie dobrze ja mogłam okazać się tak mało domyślna (bywa).
*
Długo nie wiedziałam z kim mamy do czynienia w tych rozdziałach i nie mogłam się doczekać kiedy wyjaśni się czemu mają służyć. Moim zdaniem zbyt późno ich rola została ujawniona – choć równie dobrze ja mogłam okazać się tak mało domyślna (bywa).
*
Krótkie rozdziały, proste zdania, treściwe opisy - jednym zdaniem czyta się szybko. A nawet bardzo szybko, mnie zajęło to jedno popołudnie. Niewyjaśnione przez lata zniknięcie i ciekawość co się wtedy stało sprawiały, że chciałam jak najszybciej poznać prawdę.
Finalnie wydaje mi się, że to zniknięcie (choć istotne w kontekście ujawnionej prawdy) było pretekstem do opowiedzenia innej historii. O samych dziewczynach, ich charakterach, przypuszczeniach, tropach, co się mogło stać, jak wyglądało dochodzenie w sumie niewiele wiadomo.
Moje przypuszczenia, które pojawiły się w trakcie lektury nijak się miały do tego, co wymyśliła autorka. A biorąc pod uwagę ogólne wrażenie, nie jestem tak do końca pewna, czy to dobrze.
Intryga jest zmyślna, niby wszystko się spina, ale nie kupuję tego pomysłu. Po prostu w niego nie wierzę. Nie dlatego, że jest nieprawdopodobna, z miłości różne rzeczy jest się w stanie zrobić, ale dlatego, że zabrakło mi emocjonalnego uargumentowania, czegoś co śledząc z perspektywy Olivii czy Jenny mogłabym zobaczyć czy doświadczyć. Może to też wina wątku, który pojawia się w trakcie powieści - niewiele rzeczy, które śledzimy z perspektyw wymienionych kobiet może o tym świadczyć i wyjaśnienie pojawia się tak trochę znikąd.
*
Nie czuję też bohaterów. No, może Olivia wzbudzała we mnie uczucia typu: weź się kobieto otrząśnij i kopnij w tyłek tego okropnego Wesleya. W ogóle w mojej głowie ciągle była nastolatką, a nie babeczką pod czterdziestkę. Zapewne wynikało to w pewnym stopniu z jej naiwności i pewnej nieporadności.
Jenna była mi totalne obojętna, jej życie osobiste nie obchodziło mnie nic a nic, ale fajnie, że wątek jej i jednego męskiego bohatera potoczył się właśnie w taki sposób.
A grupka młodych ludzi na wakacjach? Rany, ależ mnie to nudziło. Wiedziałam, że czemuś to służy (i jak się okazało, było bardzo ważne), ale nie czytało mi się tego dobrze.
*
Podsumowując, fabuła początkowo bardzo mnie wciągnęła, a potem czytałam siłą rozpędu, pchana ciekawością o co tam chodzi - i co się rzeczywiście stało z nastolatkami.
Nie przewidziałam zakończenia, mogłabym powiedzieć, że mnie zaskoczyło (bo jednak nie spodziewałam się tego, co dostałam), ale w żaden sposób nie było to dla mnie zakończenie satysfakcjonujące.
Powieść oparta na motywach, które lubię: tajemnica skrywana latami oraz zaginięcie. Nieźle nakreślony zimowo-deszczowy klimat małego miasteczka.
Niezły thriller, ale nie sądzę, żebym pamiętała o nim zbyt długo.
Ocena 6/10
Komentarze
Prześlij komentarz